Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saga „Zmierzch”. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Saga „Zmierzch”. Pokaż wszystkie posty

9/03/2018

„The Shadows of the Past”: Okładki

Kliknięcie na zdjęcie spowoduje wyświetlenie okładki w oryginalnym rozmiarze.

  

6/17/2018

„Kroniki Licavolich”

Data publikacji: 17.06.2018 – teraz
Status: trwające

Zbiór rozdziałów specjalnych i dodatków do serii „Zagubieni w czasie”. Początkowo wszystkie opowiadania publikowane były na blogu autorskim, ale wraz z kolejnymi pomysłami (z czego części wciąż nie zrealizowałam), zdecydowałam się na uporządkowanie wszystkiego na osobnej stronie.
Publikowane treści mogą zawierać spojlery i nawiązania do głównego opowiadania. Niemniej większość z nich można spokojnie czytać bez znajomości kanonu i podstawowej historii, zwłaszcza że wydarzenia mają miejsce na długo przed fabułą „Zagubionych w czasie”.

„Kroniki Licavolich”: Soundtrack






Plumb – „Cut”
Rag'n' Bone Man – „Grace”
Ed Sheeran – „Perfect”
Evanescence – „Anywhere”

1/22/2018

„Another Twilight Story”: Okładki

Kliknięcie na zdjęcie spowoduje wyświetlenie okładki w oryginalnym rozmiarze.


 

 

10/16/2016

„Nessie i Jake”

Gatunek: Fan Fiction | Saga „Zmierzch”
Data publikacji: 6.06.2009 – 20.03.2010
Status: zakończone, poprawiane

Krótkie opowiadanie na podstawie sagi „Zmierzch” autorstwa Stephanie Meyer.
Gazety donoszą o coraz liczniejszych zaginięciach w okolicy Forks. Bella natychmiast kojarzy treści artykułów z tymi, które zostały zamieszczone, kiedy po mieście krążyła banda nowo narodzonych, stworzonych przez Victorię. Tym razem z nie ma mowy o całej armii, ale o jednym niedoświadczonym nowicjuszu.
Szybko się okazuje, że wampir faktycznie jest sam. Trafia na Renesmee, której krew doprowadza go do ostateczności. Jak wiele zmieni się w życiu dziewczyny z chwilą ataku oraz gdy Jacob zadecyduje, że najwyższa pora, by pewne tajemnice ujrzały światło dzienne?

„The Shadows of the Past”

Gatunek: Fan Fiction | Saga „Zmierzch”
Data publikacji: 15.05.2013 – 1.11.2016
Status: zakończone

Trylogia na podstawie sagi „Zmierzch” autorstwa Stephanie Meyer.
W jednej chwili cały świat Renesmee rozpada się, kiedy podczas walki z nowo narodzonymi ginie cała jej rodzina. Pogrążona w depresji dziewczyna bez wahania przyjmuje propozycję Aro, który obiecuje jej miejsce u swojego boku i odszukanie winnych zbrodni. Kiedy najważniejsza wartością staje się zemsta, wszystkie rozwiązania wydają się dobre – przynajmniej do momentu w którym nie dają o sobie znać wyrzuty sumienia, a koszmarne sny nie stają się zbyt trudne do zniesienia.

„Lost in the Time”

Gatunek: Fan Fiction | Saga „Zmierzch”
Data publikacji: 6.10.2011 – teraz
Status: trwające

Długa, wielowątkowa historia na podstawie sagi „Zmierzch” autorstwa Stephanie Meyer. Akcja rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z ostatniej części tetralogii.
Świat Renesmee staje do góry nogami, gdy tajemniczy wampir rozpoczyna polowanie. Pośród nieśmiertelnych niezwykłe zdolności nie są niespodzianką, ale co by było, gdyby zakrzywiona została nie tylko rzeczywistość snu, ale też… czasoprzestrzeń? Przeniesienie do dwudziestego wieku to zaledwie początek szaleństwa z którym nagle musi zmierzyć się Nessie, zaś każda kolejna decyzja może zaważyć o tym, jak potoczy się przyszłość…

„Another Twilight Story”

Gatunek: Fan Fiction | Saga „Zmierzch”
Data publikacji: 25.03.2010 – 7.11.2015
Status: zakończone

Czterotomowa historia, stanowiąca alternatywną wersję sagi „Zmierzch” autorstwa Stephanie Meyer.
Isabel traci rodziców w wyniku pożaru, który pochłania jej rodzinny dom. Śmierć najbliższych zmusza dziewczynę do przeprowadzki ze słonecznego Phoenix do wiecznie zasnutego chmurami Forks – miasteczka, które zamieszkują zamierzający zaopiekować się Bellą Cullenowie. Szybko okazuje się, że nowe miejsce skrywa sekrety, których lepiej nie poznać. Wkrótce na jaw wychodzą tajemnice z przeszłości, zaś Isabel odkrywa, że losy jej i nowej rodziny, nie zostały ze sobą splecione przypadkowo…

1/09/2016

„Lost in the Time”: Soundtrack


Sugarcult – „Pretty girl”
Paramore – „Decode”
Lady Pank – „Zawsze tam gdzie Ty”
Masters – „Podróż do gwiazd”
Nickelback – „How You Remind Me”
Nickelback – „Savin' me”
James Morrison – „Broken strings” (ft. Nelly Furtado)
Linkin Park – „Numb”
Carter Burwell – „Bella's Lullaby”
Saints of Silence – „Counting my sins”
Poets of the Fall – „No end, no beginning”
Poets of the Fall – „Beautiful Ones”
Poets of the Fall – „Sleep”
3 Doors Down – „Here without you”



After We Fall – „Torn in two”
Saints of Silence – „Hungry”
Blue Cafe – „Buena”
Shout – „Zabijasz mnie”
Shout – „Przepraszam za miłość”
Lady Pank – „Mała wojna”
Damien Rice – „9 crimes”
Saints of Silence – „Falling away”
Sumptuastic – „Bez pożegnania”
Within Temptation – „Lost”
Within Temptation – „Frozen”



Marika – „Moje serce”
Nickelback – „Far away”
Poets of the Fall – „All the way for you”
Saints of Silence – „Stay”
Within Temptation – „Forgiven”
Within Temptation – „Memories”
Within Temptation – „Our farewell”
3 Doors Down – „When I'm gone”
Sylwia Grzeszczak – „Pożyczony”
Poets of the Fall – „Dawn”
Poets of the Fall – „Carnival of rust”
Placebo – „Sleeping with ghosts”
Placebo – „Meds”
Placebo – „Song to say goodbye”
Placebo – „Speak in tongues”
Sean Paul – „Got 2 Luv U” (ft. Alexis Jordan)
Placebo – „I know”
Placebo – „Post blue”
Ellie Goulding – „Burn”
Within Tempation – „Where is the edge”
Poets of the Fall – „The ultimate filing”
Within Tempation – „Never ending story”
Poets of the Fall – „Stay”
Anastacia – „Sick and tired”
Taylor Swift – „I knew you were trouble”
Poets of the Fall – „15 minuts flame”
Evanescence – „Away from me”
Poets of the Fall – „Roses”
Placebo – „Running up that hill”



Kasia Kowalska – „Spowiedź”
Within Temptation – „Candles”
Toto – „Hold the line”
Sia – „My love”
Ewelina Lisowska – „Nieodporny rozum”
Florence + The Machine – „Heartlines”
Kim Cesarion – „Undressed”
Céline Dion – „A new day has come”
3 Doors Down – „Give it to me”
Ewelina Lisowska – „We mgle”
Edyta Górniak – „Teraz – tu”



Poets of the Fall – „Overboard”
Florence + The Machine – „No light”
Poets of the Fall – „Maybe tomorrow is a better day”
3 Doors Down – „When It's Over”
Cascada – „Bad boy”
Nickelback – „Lullaby”
Poets of the Fall – „Nothing stays the same”
Poets of the Fall – „Dreaming wide awake”
Within Temptation – „Dangerous mind”
Placebo – „Every you, every me”
Poets of the Fall – „Jealous gods”
Within Temptation – „Somewhere”
Edyta Bartosiewicz – „Ostatni”
Evanescence – „Lost in paradise”
Evanescence – „So close”
Within Temptation – „Say my name”
Poets of the Fall – „Smoke and mirrors”
Within Temptation – „Ice queen”
3 Doors Down – „Pages”
Christina Perri – „Human”
Skillet – „Comatose”
Within Temptation – „Iron”
Skillet – „Salvation”
Within Temptation – „What have you done?” (ft. Keith Caputo)
Jason Walker – „Echo”
Sanna Nielson – „Undo”
Within Temptation – „Bittersweet”
Within Temptation – „The Howling”
Within Temptation – „Empty eyes”
Within Temptation – „In the middle of the night”
Within Temptation – „The heart of everything”
Poets of the Fall – „Change”
Amy Lee – „Sally's song”
Poets of the Fall – „3AM”



Taylor Swift – „We are never ever getting back together”
Dido – „Here with me”
Within Temptation – „Destroyed”
Ron Pope – „A drop in the ocean”
After Forever – „Beyond me” (ft. Sharon den Adel)
3 Doors Down – „Changes”
Flyleft – „All around me”
Dead by April – „When you wake up”
The Killers – „A white demon love song”
Metallica – „Nothing else matters”
Plan Three – „Brush it off”
Three Days Grace – „Never too late”
Ross Copperman – „Holding on and letting go”
Fleurie – „Breathe”
Shinedown – „45” (acoustic)
David Usher – „Black black heart” (v. 2.0)
Skillet – „Collide”
Ryder – „Ruins”
Seven Wiser – „Losing grip”
Wolf Larsen – „If I be wrong”
Three Days Grace – „Unbreakable heart”
SYML – „Where's my love”
Linkin Park – „Across the line”
Linkin Park – „In the end”
Evanescence – „Give unto me”
Ashes Remain – „Without you”
Poets of the Fall – „Running out of time”
Poets of the Fall – „War”



Structure – „The Lie”
Amy Lee – „Your love” (piano cover)
We Are The Fallen – „Bury Me Alive”
ONYRIA – „Revange”
Sixx:A.M. – „Prayers for the Damned”
Within Temptation – „I don't wanna”
Evans Blue – „In the shadow”
3 Doors Down – „What's Left”
Within Temptation – „It's the Fear”
Within Temptation – „Blue eyes”
Vandroya – „Why should we say goodbye”
Red – „Give It All Away”
Seether – Broken (ft. Amy Lee)
Koda – „The Last Stand”
Evanescence – „My Immortal”
Red – „Already Over” (acoustic)
Broken Iris – „Broken Inside”
Bullet for My Valentine – „Say Goodnight” (acoustic)
Red – „Pieces”
Imagine Dragons – „Dream”
Red – „Buried Beneath”
Stephen – „Crossfire”
 Sixx:A.M. – „This Is Gonna Hurt” (acoustic)
Red. – „Hide” (acoustic)
After Forever – „Cry With A Smile”
Placebo – „Without You I'm Nothing”
Within Temptation – „Jillian”
Peter Gundry – „Forever She Waits”



My Brightest Diamond – „We Were Sparking”
Avril Lavigne – „How You Remind Me”
Red – „Lost”
Red – „Hold Me Now”
Within Temptation – „Behind Blue Eyes” (The Who Cover)
Poets of the Fall – „Rebrith”
Peter Gundry – „Life's Divide”
Broken Iris – „A New Hope”
The Silent Comedy – „Bartholomew”
3 Doors Down – „The Silence Remains”
Evanescence – „Tourniquet”
Les Friction – „World On Fire”
Citizen Soldier – „15 Minutes of Fame”
HIM – „For You” (acoustic)
Soap&Skin – „Turbine Womb”
Tommee Profitt – „Hero” (ft. Mike Mains)
Beyond the Black – „My God Is Dead”
BrokenRail – „Pick Me Up”
Fivefold – „Lost Within”
Within Temptation – „Mercy Mirror”
Shallow Side – „Try To Fight It”
Sam Tinnesz – „Evein if it Hurts”
No Name Faces – „Walls of Anxiety”
Sam Tinnesz – „Play With Fire” (ft. Yacht Money)
Breaking Benjamin – „Dance with the Devil”
Welshly Arms – „Need You Tonight”
Broken Iris – „Colorful Mind”
Kyla La Grange – „Sympathy”
Klergy x Valerie Broussard – „The Beginning of the End”
Xandria – „In Love With The Darkness”
Chord Overstreet – „Hold On”
Leaves Eyes – „Ophelia”
Beyond the Black – „Million Lightyears”




Poets of the Fall – „Rolling in the Deep” (Adele Cover)
Fleurie – „Chasing Stars”
MSMR – „Dark Doo Wop”
SYML – „Mr Sandman”
Nathan Wagner – „Innocence”
Park Lane – „Home Again”
Beth Crowley – „Skin and Bones”
Get Scared – „Sarcasm”
grandson – „Blood // Water”
Neulore – „Don't Shy From The Light”
Sia – „Angel By The Wings”

„Lost in the Time”: Okładki

Kliknięcie na zdjęcie spowoduje wyświetlenie okładki w oryginalnym rozmiarze.

  

  

 

 

1/06/2016

Rozdział XVI

Zdradzona? Czy tak się w tamtym momencie poczułam? Nie, to było zbyt słabe słowo na określenie emocji, które mnie poraziły. Była to tak gwałtowna mieszanka – nienawiść, ból, gorycz – że dziwne wręcz okazało się, że uczucia te nie rozegrały mnie od środka. Aż zgięłam się wpół, mając wrażenie, że ktoś wyrwał mi serce albo z całej siły kopnął w brzuch. Nie mogłam złapać tchu, chociaż jednocześnie jakimś cudem byłam w stanie krzyczeć.
– Co to ma znaczyć? – Mój głos przeszył powietrze niczym sztylet. – Tak twoim zdaniem wygląda to całe wpojenie? – zadrwiłam, nie interesując się tym, że mamy widownię i że nikt nie zrozumie moich słów. Teraz nie liczyło się już nic.
Jacob odepchnął Elizabeth i spojrzał na mnie rozszerzonymi w geście niedowierzania oczami. W ułamku sekundy poderwał się z miejsca i tak szybko, jak bez wzbudzania podejrzeń było to możliwe, dopadł do mnie i spróbował chwycić mnie za ramię. Cofnęłam się w popłochu.
– Nessie… – westchnął, spoglądając na mnie bezradnie. – Kochanie, to nie tak…
– Nie dotykaj mnie! – wrzasnęłam tonem, który zdradzał nadchodzącą histerię. W głowie miałam tylko jedno pytanie, które cały czas dźwięczało mi w uszach, jakby zostało wypalone w moim umyśle. Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego…? – Więc jak? Powiedziałam, że masz mnie nie dotykać! – powtórzyłam, bo zrobił krok w moją stronę.
Za wszelką cenę starałam się zrobić wszystko, byleby nie płakać. Elizabeth wciąż mi się przypatrywała, a ja nie zamierzałam dać jej tej satysfakcji. Być może było to bez sensu, bo cała aż drżałam od nadmiaru emocji, a łzy cisnęły mi się do oczu, ale byłam zdeterminowana. Przynajmniej do momentu, kiedy uświadomiłam sobie, że dłużej już nie dam rady.
Spojrzałam na Jacoba, wprost w jego czarne, zwykle roześmiane oczy. Tym razem patrzył na mnie wręcz błagalnie, jakby prosząc mnie żebym zrozumiała… Właściwie czego ode mnie oczekiwał? Tutaj nie było nic, co jeszcze mogłabym zrozumieć – widziałam dość, żeby wysnuć wnioski. Jak mógł w ogóle sadzić, że jedno spojrzenie wystarczy, żebym udała, że nic się nie wydarzyło.
– Nienawidzę was – szepnęłam, a potem odwróciłam się na pięcie i nie myśląc o torbie, która wciąż leżała na podłodze, czym prędzej wypadłam ze stołówki.
Kiedy znalazłam się na korytarzu, zaryzykowałam i dałam z siebie wszystko. Biegłam tak szybko, jak było to możliwe, nie wzbudzając podejrzeń uczniów. Zobaczyłam Edwarda, który zaraz ruszył w moją stronę oraz pętające spojrzenia innych moich bliskich, ale nie zatrzymałam się i zwinnie wyminąwszy ich wszystkich, popędziłam w stronę wyjścia ze szkoły.
Na dworze było zimno, ale mnie to nie przeszkadzało. Chłodne, zdradzające zbliżającą się zimę powietrze, podziałało otrzeźwiająco. Przebiegłam przez parking i jak najszybciej opuściłam teren szkoły, dopiero na ulicach pozwalając sobie na rozwinięcie pełnej prędkości. Mieszkaliśmy na obrzeżach Seattle, więc do domu nie miałam znów tak daleko i teoretycznie mogłam tam wrócić, ale nie chciałam teraz nikogo widzieć. Biegnąca opustoszałymi, zaniedbanymi uliczkami (celowo je wybrałam, bo było mało prawdopodobne, żebym spotkała jakiegokolwiek przechodnia), nie powstrzymałam łez i podejrzewałam, że muszę wyglądać okropnie, a nie chciałam przestraszyć Esme.
Skierowałam się w stronę lasu. Otoczyły mnie drzewa i było w tym coś kojącego, chociaż jednocześnie gąszcz boleśnie przypominał mi o Jacobie. Biegłam na oślep, machinalnie wymijać kolejne przeszkody i raz po raz potykając się na nierównym podłożu. Nie widziałam prawie nic – obraz zamazywały coraz to świeższe łzy, spływające mi po policzkach i moczące golf, który tak starannie wybierała dla mnie Alice, żebym mogła pójść do szkoły. Po co było się starać, skoro nawet atak Elizabeth już nic dla Jacoba nie znaczył?
Jacob…
Samo jego imię sprawiało, że miałam ochotę zgiąć się wpół i zacząć krzyczeć. Szlochałam i ledwo łapałam oddech, wciąż biegnąc przed siebie. Przypomniałam sobie, że powinnam być ostrożna, bo wciąż jeszcze nie znalazł przebiegu nowej granicy, ale zaraz pomyślałam, że jest mi wszystko jedno. Gdyby mnie zabili, przynajmniej nie musiałabym dłużej myśleć o tym, co się wydarzyło.
To, do nagle się stało, nie powinno mieć miejsca przy zmyśle równowagi, którym dysponowałam, ale z drugiej strony była w takim stanie, że może nie powinno mnie to dziwić. Nagle poczułam szarpnięcie, kiedy zahaczyłam nogą o jakiś korzeń i boleśnie wylądowałam na ziemi. Skuliłam się na leśnym podszyciu, próbując zwinąć się w kłębek tak ciasny, żeby zajmować jak najmniej miejsca. Szlochałam, teraz dodatkowo rozdrażniona własną niezdarnością. Oczywiście, że wolał Elizabeth – ona nie była taka beznadziejna!
Gniewnie uderzyłam pięścią w ziemię i zaraz jęknęłam z bólu. W trawie nie zauważyłam kamienia o ostrych krawędziach i siła uderzenia sprawiła, że rozciął mi skórę na nadgarstku. Rana natychmiast zaczęła obficie krwawić, co jednocześnie podpowiedziało mi, że musiała być dość głęboka. Wiedziałam, że powinnam była jakoś zatamować krwawienie i spróbować ruszyć do domu, ale nie miałam do tego chęci i motywacji. Po prostu leżałam, beznamiętnym wzrokiem wpatrując się w rozcięcie i czując, jak zaczyna robić mi się słabo od utraty krwi. Obraz zaczynał się zamazywać, łzy obsychać (z czasem mi ich zabrakło), a ja wciąż pozostawałam w bezruchu, czekając na łaskawy sens i zapomnienie, które ze sobą niósł.
Musiałam kilkukrotnie tracić świadomość, bo nie byłam w stanie sobie przypomnieć, jak dużo czasu minęło. Kiedy za którymś razem z trudem otworzyłam oczy, na dworze było już ciemno, a ja nie tylko byłam obolała, ale i przegarnięta. Wilgotna trawa przemoczyła mi ubranie, ale chociaż zaczęłam drżeć, chłód nie był dla mnie czymś, czym zamierzałam się przejmować. Ponownie zamknęłam oczy, chociaż wciąż mocno ryzykowałam, że więcej nie uda mi się ich otworzyć. Nie dbałam o to.
Właśnie wtedy usłyszałam głos. Zamrugałam i zaczęłam nasłuchiwać, dochodząc do wniosku, że to prawdopodobnie majaki, ale kiedy ponownie miałam odpłynąć, ponownie usłyszałam, że ktoś wypowiada moje imię. Byłam zbyt osłabiona i oszołomiona, i chociaż wiedziałam, że powinnam odpowiedzieć, nie zrobiłam tego. Nie miałam pojęcia kto mnie woła, ale instynkt podpowiadał mi, że to ktoś, kto chce dla mnie dobrze i kto zapewni mi bezpieczeństwo. Jednak i ta wiedza nie była dostateczną motywacją, żeby spróbować się wysilić i krzykiem ściągnąć na siebie czyjąś uwagę.
Nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie znalazł. Ciemność i zapach lasu – jeśli pisana była mi śmierć, czyż to nie było najlepsze otoczenie, żeby ją przywitać? Byłam bardzo zmęczona, a na dodatek przemarznięta; ręka mnie bolała, ale nic nie było w stanie dosięgnąć cierpieniu, które niosło ze sobą jedno jedyne imię, którego nigdy więcej postanowiłam nie wypowiadać. Nawet sama myśl o tej osobie sprawiała, że miałam ochotę krzyczeć, dlatego samotność i sen wydały się czymś wyśnionym, czego pragnęłam nade wszystko. Póki byłam sama, balansując na granicy świadomości, wszystko było w porządku.
Tym razem usłyszałam swoje imię zdecydowanie wyraźniej – ktokolwiek mnie wołał, był blisko. Zdążyłam też się orientować, że nie tyle słyszałam głos, co głosy. Różniły się od siebie, więc musiało szukać mnie kilka osób. To odkrycie sprawiło, że natychmiast pomyślałam o swoich rodzicach i o tym, że musza się o mnie martwić. Czy przynajmniej to nie było warte tego, żebym chociaż spróbowała odpowiedzieć…? Nie, to również nie. Już nic nie miało znaczenia, skoro zostałam całkowicie sama – On zabrał wszystko.
Zamknęłam oczy, mając nadzieję na to, że znów uda mi się zasnąć. Jedynie instynktownie byłam świadoma tego, co działo się wokół mnie. Ledwo wychwyciłam, że ktoś się zbliża, chociaż prawdopodobnie jeszcze mnie nie wyczuł. Zadrżałam i wyrwał mi się cichy jęk, bo to skojarzyło mi się z sierpniowym atakiem wampira. To był błąd, bo nawet jeśli zbliżająca się w moim kierunku osoba mogła jeszcze mnie zignorować albo nie zauważyć, dźwięk który wyrwał się z moich ust, momentalnie ją zaalarmował.
Już nie mogłam nic zrobić.
– Nessie? – usłyszałam zatroskany głos. Ledwo zmusiłam się do otwarcia oczu. Obraz był zamazany, ale kiedy w końcu się wyostrzył, z pewnym trudem rozpoznałam drobną sylwetkę Esme. – Boże, skarbie… – westchnęła poruszona i natychmiast ruszyła w moją stronę, ale zamarła, nagle wyczuwając krew.
Spojrzałam na nią tępo, po czym ciaśniej zwinęłam się w kłębek. Miałam nadzieję, że w ten sposób uda mi się sprawić, żeby odeszła i zostawiła mnie samą, ale szybko przekonałam się, że nie mam na co liczyć. Esme wycofała się odrobinę, ale tylko po to, żeby móc nabrać powietrza do płuc i zawołać w przestrzeń, że mnie znalazła. Nawet w tym stanie zrozumiałam, że w pobliżu musieli być pozostali.
Nie minęło nawet dziesięć sekund, kiedy zjawili się – dosłownie wszyscy, cała moja rodzina. Jasper pojawił się ostatni, ale zaraz się wycofał, kiedy dotarł do niego zapach mojej krwi. Alice po chwili zastanowienia pobiegła za nim, rzucając mi przez ramię zatroskane spojrzenie. Mogłam się założyć, że próbowała niejednokrotnie wykorzystać dar i spróbować naprowadzić pozostałych na mój trop.
Carlisle pierwszy otrząsnął się na tyle, żeby do mnie podejść. Krew była mu obojętna, dlatego zaraz przy mnie przyklęknął i dotknął mojego ramienia. Wzdrygnęłam się i szarpnęłam, nie chcąc żeby mnie dotykał. Dlaczego nie mogli po prostu sobie stąd pójść i zostawić mnie tutaj w spokoju?
– Cii… Spokojnie, Nessie, spokojnie… – Dziadek był co najmniej zaskoczony moją reakcją. – Co się dzieje? Szukamy cię od kilku godzin – powiedział, uważnie lustrując mnie wzrokiem. Zmusiłam się do tego, żeby skupić na nim spojrzenie. – Kochanie, co się dzieje? Nie jesteś ranna? – zapytał mnie natychmiast, chcąc obejrzeć moją głowę i rękę, ale wydałam z siebie niekontrolowany wrzask; zaczęłam się rzucać, żeby nie był w stanie mnie dotknąć.
Doktor westchnął i zaczął coś do mnie mówić uspokajającym tonem, mimochodem stwierdzając, że chyba jestem w szoku. Mocno chwycił mnie za ramiona, żebym nie zrobiła sobie krzywdy, a kiedy przekonałam się, że nie jestem w stanie wyszarpnąć się z jego uścisku, odkryłam, że jednak jestem w stanie płakać i po prostu się rozszlochałam. Carlisle natychmiast wykorzystał to, żeby mimo moich protestów wziąć mnie na ręce.
– Daj mi ją. – Edward nagle zmaterializował się tuż przy doktorze. Wampir bez wahania pozwolił, żeby tata wprawnie mnie przejął.
– Tato… – jęknęłam i wtuliłam twarz w jego tors, nagle nie marząc już o niczym innym, prócz bliskości rodziców. Tata delikatnie mną zakołysał i ucałował mnie w czoło, zapewniając, że wszystko jest w porządku.
Poczułam, że dziadek przybliża się do mnie, żeby ująć mój rozcięty nadgarstek i obejrzeć ranę. Jęknęłam cicho, więc Edward przytulił mnie mocniej, w obawie, że znów zacznę próbować walczyć z każdym, kto będzie chciał mnie dotknąć.
– Rana jest dość głęboka – usłyszałam odrobinę zaniepokojony głos Carlisle’a. – Trzeba będzie czymś to zatamować i zabrać małą do domu – stwierdził, po czym raz jeszcze spróbował zwrócić się do mnie: – Skarbie, spójrz na mnie. Musisz mi powiedzieć, czy nic ci nie jest. Nie uderzyłaś się w głowę? – zasypał mnie pytaniami, starając się zachęcić mnie, żebym skupiła na nim wzrok.
Niechętnie odsunęłam się od taty na tyle, żeby móc obejrzeć się na doktora. Wszystko cały czas mi się rozmazywało przed oczami, ale wiedziałam, że to przez zmęczenie i utratę krwi. Byłam wykończona, ale przynajmniej nie miałam już siły na to, żeby ponownie zacząć histeryzować i walczyć z bliskimi.
– Upadłam, ale nic sobie nie zrobiłam. Potem przypadkiem uderzyłam się o ten kamień… – zaczęłam cicho, próbując skupić się na wypowiadaniu kolejnych słów.
Dziadek spojrzał na mnie troskliwie.
– Dobrze, kochanie. Już jesteś bezpieczna – zapewnił mnie, głaskając mnie po policzku. – Za chwilę wrócimy do domu.
Po chwili ponownie skupił się na mojej ręce. Podwinął mi przesiąknięty krwią rękaw bluzki, żeby jeszcze dokładniej przyjrzeć się ranie. Dopiero jej widok otrzeźwił Rosalie na tyle, żeby z wahaniem ściągnęła z szyi apaszkę i podała ją doktorowi, by mógł zrobić z niej tymczasową opaskę uciskową. Skrzywiłam się, kiedy materiał dość ciasno zacisnął się na mojej ręce, ale zaraz przestałam o tym myśleć. Byłam coraz bardziej zmęczona, więc chyba nie powinno być niczego złego w tym, że spróbuję zasnąć.
Zamknęłam oczy, rozluźniając się w ramionach taty. Edward znów mnie przytulił, ale sen najwyraźniej nie miał być mi pisany.
– Nie możesz jeszcze zasnąć, skarbie – upomniał mnie Carlisle. Chciałam zaprotestować, ale w efekcie jedynie cichutko jęknęłam i zmusiłam się do otwarcia oczu. – Nie wiem, jak dużo krwi straciła. Jest wykończona… – zwrócił się do mojego taty, zachowując się trochę tak, jakby wcale mnie nie było.
Nie przeszkadzało mi to wyjątkowo. Byłam tak wymęczona, że niemal z ulgą przyjęłam moment, kiedy Edward ruszył się z miejsca. Kilkukrotnie podchwyciłam zatroskane spojrzenie biegnącej tuż obok Belli, ale mama nie czuła się na tyle wprawna w samokontroli, żeby zaryzykować podejście do mnie zbyt blisko. Nie miałam jej tego za złe, chociaż nade wszystko pragnęłam, żeby mnie przytuliła.
Tata zabrał mnie prosto do mojego pokoju. Rozpoznałam, kiedy znaleźliśmy się w domu, bo momentalnie zrobiło się cieplej, kiedy zaś wylądowałam na miękkim materacu, omal nie popłakałam się z ulgi. Edward usiadł przy mnie, zanurzając palce w moich lokach i przypatrując mi się troskliwie; wiedziałam, że pilnuje, żebym nie zamknęła oczu.
Wtuliłam twarz w pościel, wdychając jej zapach. Wychwyciłam na niej wciąż jeszcze wyraźną woń zmiennokształtnego, która natychmiast wywołała strach. Momentalnie zaczęłam szybciej oddychać, ledwo łapiąc oddech i mając wrażenie, że serce zaraz jakimś cudem wyskoczy mi z piersi.
Bo co jeśli on gdzieś tutaj był? Nie chciałam go widzieć!
– Cii, córeńko. Jesteś bezpieczna – zapewnił mnie natychmiast Edward, cały czas lustrując moje myśli. – Po tym jak uciekłaś, wrócił prosto do La Push. Więcej cię nie skrzywdzi – obiecał mi, wyraźnie starając się zapanować nad narastającym gniewem. Wiedziałam, że najchętniej by Go zabił, ale nie życzyłam mu śmierci.
Uspokoiłam się nieznacznie, przynajmniej na tyle, żeby zapanować nad szlochem i oddechem. Doszły mnie ciche kroki, a chwilę później ktoś przysiadł po mojej drugiej stronie.
– Jak ona się czuje? – rozpoznałam zatroskany głos mamy. Bella jednak zaryzykowała i nachyliła się nade mną, żeby ucałować mnie w czoło.
– Nie wiem – przyznał tata. – Jest zmęczona. Gdzie Carlisle? – zapytał, chcąc żeby dziadek jak najszybciej się mną zajął i pozwolił mi zasnąć.
Sama też marzyłam jedynie o zamknięciu oczy, dlatego ulżyło mi, kiedy doktor pojawił się obok mnie. Obserwowałam obojętnie, jak odrobinę poluzowuje opaskę na mojej ręce i raz jeszcze ogląda ranę. Wzdrygnęłam się co prawda, kiedy przez jego rozmowę z rodzicami przewinęło się słowo „szwy”, ale niczego nie powiedziałam, nawet w momencie, kiedy cała trójka na chwilę wyszła z pokoju. Dopiero kiedy zostałam sama, zmusiłam swoje obolałe ciało do współpracy i stanąwszy z trudem, powoli podeszłam do wiszącego na ścianie lustra. Nie wiedziałam dlaczego to robię, ale to nie miało teraz żadnego znaczenia – bardziej pochłaniający i jednocześnie odrobinę przerażający był mój wygląd.
Przypominałam zjawę. Skórę miałam bladą jak papier, nie licząc czerwonych kręgów wokół napuchniętych oczu. Włosy miałam poplątane i przypominały jeden wielki stos, którego chyba nawet Alice nie miała z taką łatwością doprowadzić do porządku. Mimochodem zerknęłam na swoją rękę, gdzie wciąż znajdowała się poryta ciemnymi plamami opaska Rosalie, która z pewnością później już nie miała nadawać się do żadnego użytku. Ręka zaczynała mnie boleć, ale pulsowanie było prawie niezauważalne, jeśli w grę wchodziły silny ból i zawroty głowy. Było mi słabo, do oczu wciąż napływały świeże łzy, a mięśnie i całe ciało bolały mnie niemal tak mocno jak wtedy, kiedy się przemieniałam. Z tym tylko, że ból ten tym razem nie miał żadnego związku z jadem albo jakąkolwiek chorobą i byłam tego świadoma.
Usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. W tym samym momencie zakręciło mi się w głowie i zachwiałam się. Byłabym upadła, gdyby natychmiast nie pochwyciły mnie czyjeś silne objęcia.
– Dlaczego wstałaś, Nessie? – skarcił mnie zaniepokojony Carlisle. Jedynie spojrzałam na niego i wybuchłam płaczem, nie wiedząc co powiedzieć. – Dobrze, dobrze… Cii, skarbie. Tylko cię opatrzę i będziesz mogła się położyć – obiecał mi łagodnym tonem, który zawsze mnie uspokajał, chociaż tym razem nie dał takiego efektu, jakiego mogłabym się spodziewać.
Dziadek podprowadził mnie do łóżka na które natychmiast opadłam. Zwinąwszy się w kłębek, wtuliłam twarz w poduszkę i jedynie pokręciłam głową, kiedy ujął mój nadgarstek. Byłam zmęczona.
– Chcę spać – jęknęłam, odrobinę jedynie niewyraźnie przez obecność pościeli, ale i tak doskonale usłyszał moje słowa.
– Wiem. Wytrzymaj chwilkę – upomniał mnie, siadając tuż obok. – Postaram się zrobić to szybko – obiecał. – Ranka jest głęboka, ale wydaje mi się, że wystarczy ją odkazić i opatrzyć. Zastanawiałem się nad szwami, ale chyba nie będą konieczne – stwierdził w zamyśleniu, ale prawie go nie słuchałam.
Cały czas nie mogłam się odpędzić od przeróżnych myśli, kiedy dziadek starał się mnie opatrzyć. Robiłam wszystko, byleby nie myśleć o tym, co się wydarzyło, ale to nie było wcale takie łatwe. Za każdym razem, kiedy zamykałam oczy, Jego twarz starała się wyślizgnąć z mojej pamięci i mi się ukazać. Z trudem dawałam sobie z tym radę, ale na szczęście udało mi się jakoś zapanować nad szlochem i odrzucić od siebie wspomnienia. Obawiałam się jednak, że to chwilowy sukces – w końcu wiedziałam już z doświadczenia, że pewne rzeczy zawsze wracają.
Poczułam pieczenie, kiedy Carlisle przemył czymś rozcięcie na moim nadgarstku. Jęknęłam zaskoczona i spróbowała wyrwać rękę, ale doktor mi nie pozwolił, mocno mnie przytrzymując i próbując mi wyjaśnić, że to dla mojego dobra. Wiedziałam, że ranę trzeba odkazić, ale nie sądziłam, że będzie aż do tego stopnia piekło – bolało gorzej niż rana sama w sobie i to uczucie mi się nie podobało.
– Już kończę – zapewnił mnie. – Już jest wszystko dobrze, kochanie – dodał, wyciągając rękę, żeby pogładzić mnie po głowie.
Wiedziałam, że jego słowa dotyczą tego, że zaraz skończy się mną zajmować i będę mogła zasnąć, ale i tak coś we mnie pękło. Przecież nic nie było dobrze! Czułam się zdradzona i zraniona w najbardziej dotkliwy sposób – i chociaż zdawało mi się, że jakoś sobie z tym poradzę, w tamtym momencie zrozumiałam, że tak nie będzie. W jednej chwili załkałam żałośnie, mając już tego wszystkiego serdecznie dość. Bo przecież nic nie było dobrze!
Zaniepokojony nagłą zmianą w moim zachowaniu Carlisle, zmusił mnie żebym usiadła, kiedy tylko starannie zabandażował mój przegub. Z płaczem wtuliłam się w niego, ledwo łapiąc oddech i szukając pomocy. Na moment zawahał się, chyba niepewny, czy nie zawołać Belli albo Edwarda, ale ostatecznie po prostu przygarnął mnie do siebie. Zaczął mnie delikatnie kołysać, cierpliwie czekając aż się uspokoję – albo raczej omdleję ze zmęczenia. Tak czy inaczej, w którymś momencie już nie byłam w stanie dalej płakać.
Kiedy tylko znieruchomiałam, delikatnie pogłaskał mnie go głowie i posadził do siebie bokiem. Ujął mnie za ramię i delikatnie podwinął mi rękaw bluzki, a ja momentalnie zrozumiałam, co się dzieje i mocniej wtuliłam się do niego, przestraszona.
– Po co? – jęknęłam płaczliwie. Byłam tak wymęczona, że i bez jakichkolwiek środków miałam zasnąć.
– To tylko coś na uspokojenie. Musisz odpocząć – wyjaśnił i spojrzał na mnie znacząco. Widać sam domyślił się już, że prawdopodobnie będą męczyć mnie koszmary, dokładnie jak po ataku w sierpniu. – Poczujesz się lepiej – obiecał mi. Byłam zbyt wymęczona, żeby się z nim spierać, dlatego po prostu spojrzałam na niego skrzywdzonym wzrokiem i odwróciłam głowę. Cała drżałam, kiedy zaczął przygotowywać mnie do zabiegu, kiedy zaś przygotował strzykawkę i poczułam ukłucie, wyrwał mi się cichy jęk. – Już, Nessie… Co się dzieje, skarbie? – zaniepokoił się, odkładając igłę i przyciskając kawałek gazy do mojego ramienia.
Jedynie znów zadrżałam w odpowiedzi. Czułam lekkie pieczenie w miejscu ukłucia, poza tym nie miałam wątpliwości co do tego, że środki szybko zaczną działać. Zaczynało kręcić mi się w głowie i ledwo zachowywałam przytomność.
– Jak się czujesz? – upewnił się dziadek, machinalnie dotykając mojego czoła. Spróbowałam strząsnąć jego dłoń.
– Nie jestem chora – zaprotestowałam sennie, z trudem wymawiając kolejne słowa. Lekarstwo musiał być naprawdę silne.
– Połóż się, kochanie. Spróbuj teraz zasnąć – powiedział spokojnie doktor, biorąc mnie na ręce i układając pod kołdrą. Skuliłam się na łóżku, wtulając twarz w poduszkę i pozwalając, żeby ogarnęła mnie senność.
Jak przez mgłę wychwyciłam dźwięk otwieranych drzwi. Myślałam, że to Carlisle wyszedł, ale kiedy ktoś nagle usiadł przy mnie i pogłaskał mnie po lokach, zorientowałam się, że pojawił się ktoś nowy.
– I co? – zapytał ktoś cicho, a ja z trudem rozpoznałam zatroskany głos taty. Wiedziałam jednak, że to nie on mnie dotyka.
– Wygląda na zdrową, więc wszystko powinno być w porządku. Jest po prostu wymęczona, poza tym straciła dużo krwi, ale sen powinien jej pomóc. Dobrze by też było, gdyby później spróbowała coś zjeść – wyjaśnił pokrótce dziadek. – Jak na razie dostała silne środki uspokajające, więc trochę odpocznie. Jutro zobaczymy, czy będzie konieczne coś jeszcze.
– Jeśli tak, będziesz musiał ją o to zapytać, bo nie mogę w tym momencie nawet stwierdzić, czy wszystko jest w porządku – stwierdził tata. Udało mi się rozpoznać, że jest poirytowany. – Bella uparła się i blokuje wszystkie jej myśli.
– Dlaczego? – Doktor był co najmniej zaskoczony.
Poczułam wdzięczność wobec mamy, bo tego właśnie potrzebowałam. Najwyraźniej jednak byłam w swoim odczuciach odosobniona.
– Po prostu wiem, co jest dla niej dobre. – Mama postanowiła wtrącić się do rozmowy. Już wcześniej zorientowałam się, że to ona mnie dotyka, ale jej głos i tak mnie zaskoczył. – Nie powinieneś przeglądać jej myśli – zwróciła się do Edwarda.
Tata jedynie westchnął; mogłam sobie wyobrazić, jak wywraca oczami.
– Bello, tyle że wtedy ja też nie będę mógł jej pomóc – przypomniał spokojnie Carlisle. – Jeśli coś się dzieje…
– Przecież i tak nikt z nas nie może jej pomóc – zdenerwowała się mama. – Ona musi sobie sama pomóc. Środki uspokajające to nie jest rozwiązanie – powiedziała z przekonaniem.
– Skąd wiesz? – odezwał się z powątpieniem tata, wyraźnie nieprzekonany. – Nie słyszałaś jej myśli, kiedy ją znaleźliśmy. Ja sam w tym momencie nie jestem pewien, co jest dla Nessie dobre, ale… – zaczął, ale wampirzyca postanowiła mu przerwać:
– Właśnie, że wiem. Mam ci przypominać te nieszczęsne pół roku? – zapytała, a do jej głosu nagle wtargnął smutek.
Nie miałam pojęcia o czym teraz mówiła, ale nie miałam się tego dowiedzieć. Byłam coraz bardziej zmęczona i już dłużej nie mogłam walczyć o zachowanie przytomności. Spróbowałam się rozluźnić, a potem w końcu zapadłam w sen.

Rozdział XV

Już prawie pół godziny leżałam na łóżku w swoim pokoju, kartkując kolorowe czasopismo o modzie, które wcisnęła mi Alice, w nadziei, że tym samym zrekompensuje mi fakt „porwania” Jacoba. Chciała przynajmniej spróbować sprawdzić przyszłość, dlatego niechętnie wraz Jake’m przystaliśmy na jej uporczywe prośby – a właściwie to ja przystałam, a Jacob dla świętego spokoju się zgodził, żeby mnie nie rozczarować. Było w tym coś pocieszającego, bo kiedy zniknął w sypialni chochlika i Jaspera minę miał taką, jakby właśnie szedł na ścięcie.
 Byłam w stanie zrozumieć rozdrażnienie Alice, związane z niespójnymi wizjami albo całkowitym ich brakiem. Na swoim darze polegała jak ślepiec na białej lasce albo psu przewodniku i chociaż z trudem przywykła do tego, że nie widzi pół-wampirów i wilkołaków, i tak była na siebie za to zła. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że pluła sobie w brodę za to, że nie przewidziała ataku Elizabeth na mnie ani że nie była w stanie powiedzieć nam czegoś więcej na temat sytuacji w Volterze, ale – na litość Boską! – przecież nikt od niej tego nie wymagał. Atak zmiennokształtnej był jedną z sytuacji, w której jej dar musiał zawieść, a nawet gdyby nie imały go się ograniczenia związane z rasą, decyzja dziewczyny była tak spontaniczna, że moja kochana ciotka i tak pewnie nic by nie zobaczyła.
 Westchnęłam i odrzuciła na stolik nocny, po czym usiadła na łóżku wyprostowana. Żałowałem, że Alice nieświadomie przerwała Jake’owi i mi uroczy moment na ganku, ale nie mogłam mieć do o niej o to pretensji. Zresztą teraz największym moim problemem było wymyślenie, jak miałam się następnego dnia pokazać w szkole z siniakami pokrywającymi całą szyję. Nie zamierzałam pozwolić, żeby rodzice przez kolejny tydzień trzymali mnie w domu, skoro czułam się znakomicie – przemiana mimo wszystko nie była chorobą, a mnie już nic nie bolało. Jedynym problemem były właśnie obrażenia, które zawdzięczałam Elizabeth i które nie były przyjemne dla oka; nie chciałam przecież, żeby ktokolwiek pomyślał, że jestem z jakiejś patologicznej rodziny i zgotował moim bliskim kolejnych kłopotów.
 Z jednej strony nie znosiłam liceum, ale z drugiej miałam teraz motywację do tego, żeby koniecznie się tam pojawił. Pomiędzy pocałunkami, korzystając z tego, że jestem w znakomitym nastroju, Jacob pośpiesznie wyjaśnił mi, że Elizabeth zamierza nas obserwować w szkole, żeby przekonać się, że nikomu nie grodzi niebezpieczeństwo z naszej strony. To przypomniało mi, że przecież zmiennokształtna należy do uczniów naszej szkoły i ponownie odezwał się mój instynkt, nakazujący mi zrobić wszystko, byleby nie zostawić tej dziewczyny sam na sam z Jacobem. Nie chodziło przecież o to, że ukochanemu nie ufałam, wręcz przeciwnie – to intencji Elizabeth (Beth, jak powiedział o niej Jacob) nie byłam pewna.
 Rozwiązanie przyszło mi do głowy nagle. Zerwałam się z łóżka i w podskokach podbiegłam do szafy, otwierając ją na roścież i modląc się w duchu, żeby Alice tym razem nie zawiodła mnie, jeśli chodzi o ubrania. Pośpiesznie zaczęłam lustrować wzrokiem wszystkie półeczki z dodatkami, które ciotka wypełniła najróżniejszymi paskami, gumkami do włosów i innymi ozdobnikami, aż w końcu mój wzrok zatrzymał się na czymś, co wydało mi się najodpowiedniejsze: całym tuzinie różnokolorowych apaszek. W normalnym wypadku uznałabym, że Alice zdecydowanie przesadziła, w mojej sytuacji jednak nagle zapragnęłam chochlica wycałować.
 Chwyciłam pierwszą z brzegu – aksamitnie miękką, w kolorze głębokiej zieleni, bo miała najlepiej współgrać z moimi włosami – po czym pośpiesznie zamknęłam drzwi szafy, bo miałam idiotyczne wrażenie, że biedny mebel za chwilę rozleci się za sprawą tych wszystkich, w większości całkowicie zbędnych ubrań. Musiałam w końcu poprzeglądać rzeczy, które zgromadziły dla mnie ciotki, ale w tym momencie zupełnie nie miałam na to ochoty; sprzątanie spokojnie mogło zaczekać na lepszą okazję.
 Miałam wrócić do łóżka, kiedy usłyszałam ciche pukanie, a chwilę później drzwi do mojego pokoju się uchyliły. Obróciłam się, żeby zobaczyć kto przyszedł, a moje włosy zrobiły dokładnie to, czego oczekiwałam – dokładnie zakryły moją szyję. Aż nazbyt dobrze pamiętałam wzrok mamy, kiedy obserwowała moje gardło, dlatego wolałam nie dawać bliskim powodów do niepotrzebnego zamartwiania się.
 – Coś nie tak? – zapytałam, kiedy podchwyciłam odrobinę zaniepokojony wzrok stojącego w progu Carlisle’a. Mogłam się spodziewać, że prędzej czy później dla pewności do mnie zajrzy, ale i tak rozczarowałam się odrobinę, bo miałam nadzieję, że to Jacob.
 – Wszystko jest w porządku – zapewnił mnie pośpiesznie, uśmiechając się do mnie. – Chcę się tylko upewnić, że dobrze się czujesz – wyjaśnił, mierząc mnie wzrokiem. Jego spojrzenie na moment zatrzymało się na mojej szyi i zrozumiałam, że mimo wszystko musiał już wcześniej zauważyć ślady. – Zdążyłaś zapolować? – zapytał, podchodząc bliżej i zamykając za sobą drzwi.
 Podeszłam do łóżka i usiadłam na nim, raz po raz składając i rozkładając apaszkę. Temat polowania i nieszczęsnego spotkania z Elizabeth bynajmniej nie był tym, który z radością chciałam omawiać.
 – Tak. Nic mi nie jest – powiedziałam z naciskiem, chcąc dać dziadkowi do zrozumienia, że nie mam zbytnio nastroju na roztrząsanie tego, co się wydarzyło. Skinął głową. – Alice dalej kontroluje przyszłość? – zapytałam, coraz bardziej żałując, że namówiłam Jacoba, żeby zgodził się jej pomóc.
 – Z Alice nie ma sensu się kłócić – przypomniał mi i to była najbardziej oczywista ze wszystkich odpowiedzi. No cóż, najwyraźniej musiałam się jeszcze trochę przemęczyć, próbując znaleźć sobie zajęcie. – Skoro wspominasz o Jacobie… Wspominał mi, że pierwsza reakcja Elizabeth na twój widok była trochę… – zawahał się, szukając odpowiedniego słowa – … gwałtowna – dokończył w końcu, a ja parsknęłam wymuszonym śmiechem, bo to było spore niedopowiedzenie.
 – Próbowała mnie udusić – przyznałam i machinalnie dotknęłam palcami obolałego miejsca.
 Doktor skinął głową i podszedł bliżej mnie, wyciągając dłoń, żeby odgarnąć mi włosy i odsłonić szyję. Westchnęłam i niechętnie odchyliłam głowę, żeby mógł obejrzeć ślady, nawet nie zdziwiona tym, że w jego złocistych tęczówkach pojawiła się troska.
 – Boli cię gardło? – zapytał, natychmiast siadając przy mnie i przybierając profesjonalny ton, który doskonale znałam. Zaprzeczyłam, nieco speszona tym, że po raz kolejny spoglądał na mnie jak na swoją pacjentkę. – Cóż, to tylko niepokojąco wygląda – stwierdził, ujmując mnie pod brodę i dokładnie oglądając moją szyję – ale za kilka dni powinno zniknąć. Trochę bardziej niepokojące jest to, co mówił Jacob na temat tego, że mogłaś uderzyć się w głowę – dodał, a ja powstrzymałam jęk frustracji.
 – Mówiłam już, że nic mi nie jest – przypomniałam. Nie miałam nic przeciwko temu, że Carlisle się o mnie troszczył; bardziej bałam się, że jednak zdecyduje się zostawić mnie w domu i nie pozwoli pójść do szkoły. – A Jacob jest jak zwykle przewrażliwiony – dodałam nieco buntowniczym tonem.
 Wampir jedynie uśmiechnął się, słysząc moje narzekanie.
 – W to nie wątpię, ale mimo wszystko lepiej byłoby tego nie bagatelizować. Więc jak to było z tym upadkiem? – zapytał i korzystając z tego, że wciąż trzymał dłoń na moim policzku, zachęcił mnie do spojrzenia sobie w oczy.
 – Trochę się poobijałam i to wszystko – przyznałam, wywracając oczami. Mogłam się spodziewać, że Jacob wyolbrzymi całe zajście tak, by zabrzmiało w jak najbardziej dramatyczny sposób, ale nie potrafiłam się na niego zezłościć.
 – Rozumiem. Spójrz, proszę, tutaj – polecił mi dziadek, mimo moich zapewnień wyjmując z kieszeni niewielką latareczkę i świecąc mi nią po oczach. Zmrużyłam oczy, żeby chociaż trochę łatwiej było mi znieść jasny blask. – Dobrze. A teraz śledź wzrokiem światło… – Przyglądał mi się przez moment, kiedy posłusznie wykonałam polecenie. Wyraźnie zadowolony z wyniku skinął głową i wyłączył latareczkę. Zamrugałam kilkukrotnie, żeby pozbyć się ciemnych plamek, które zatańczyły mi przed oczami. – Wszystko wydaje się być w porządku. Nie boli cię głowa? Chciałbym wykluczyć ewentualny wstrząs mózgu – wyjaśnił mi.
 – Naprawdę czuję się dobrze – powiedziałam z uporem, który chyba zaczynał go bawić. – Już nic mi nie jest. Poza tym chcę iść jutro do szkoły – dodałam pewnym tonem, bo musiałam go do swojego pomysłu przekonać.
 Spojrzał krótko na apaszkę, którą podczas badania rzuciłam na łóżko gdzieś za swoimi plecami, a w jego oczach pojawiło się zrozumienie. Myślałam, że oszaleję, kiedy zamilkł na dłuższą chwilę, wyraźnie niepewny tego, czy powinien mi na to pozwolić.
 – Nessie… – Westchnął i ciągnął dalej, zanim zdążyłabym mu przerwać: – Jesteś pewna, kochanie, że dobrze się już czujesz? Byłaś w naprawdę złym stanie i nie jestem pewien, czy powinniśmy tak od razu ryzykować. Może powinnaś dać organizmowi trochę czasu na to, żeby się zregenerował – zasugerował mi, ostrożnie dobierając słowa.
 – Nie chcę! – zaprotestowałam. – Dziadku, sam mówiłeś, że już nic nie powinno mi być, bo jad zniknął. A ja czuje się już normalnie – przekonywałam, sięgając ponownie po apaszkę, żeby zająć czymś ręce. – Gardło też mnie nie boli, a zanim siniaki znikną, mogę je przecież czymś zakryć. Co prawda to nie jest najlepsze rozwiązanie, jeśli chodzi o WF, ale…
 – O gimnastyce na razie zapomnij – przerwał mi, ale po jego spojrzeniu poznałam, że udało mi się go przekonać. – Skoro tak bardzo się upierasz, nie będę cię zmuszał do siedzenia w domu, chociaż mimo wszystko…
 – Dziękuję!
 Tym razem to ja nie zamierzałam dać mu skończyć, pod wpływem impulsu wyciągając ręce, żeby z wdzięczności go uściskać. Przytulił mnie i krótko ucałował w czoło, szybko jednak od siebie odsunął, żeby móc dokończyć zdanie:
 – Poczekaj chwilę, Nessie. Ja naprawdę rozumiem, że już czujesz się dobrze – powiedział, spoglądając mi w oczy – ale nie zapominać, że ja wciąż nie mam pewności, czy już wszystko jest w porządku. Już ci mówiłem, że będę musiał powtórzyć badanie krwi, żeby się upewnić, czy oby na pewno jesteś zdrowa – przypomniał mi.
 Mój entuzjazm momentalnie zniknął, wyparty przez narastający niepokój. Spojrzałam na dziadka z niedowierzaniem, bo zdążyłam już zapomnieć o czekającym mnie zabiegu i teraz poczułam się osaczona. Zdawałam sobie sprawę, że badanie będzie konieczne, ale mimo wszystko spróbowałam znaleźć jakiś powód, dla którego powinien mi je darować albo trochę przesunąć w czas, ale nic nie przychodziło mi do głowy.
 – Nie ma się czego bać – zapewnił mnie pośpiesznie Carlisle, dostrzegając niepokój w moim spojrzeniu. – Im szybciej będę miał wszystkie wyniki, tym lepiej  – usprawiedliwił się, w uspokajającym geście kładąc mi dłoń na ramieniu.
 Nic nie odpowiedziałam, nawet kiedy sięgnął po zapakowaną strzykawkę, która została na stoliku nocnym po tym, jak jeszcze podawał mi morfinę, żeby ulżyć mi podczas przemiany. Spięłam się cała i niechętnie pozwoliłam, żeby ujął moją rękę. Najchętniej zerwałabym się i uciekła, ale powstrzymywała mnie świadomość, że Carlisle chciał dla mnie dobrze, dlatego z lekkim oporem wyprostowałam ramię w łokciu i spróbowałam uciec wzrokiem gdzieś w bok, żeby nie patrzeć, ale i tak zauważyłam długość i grubość igły, którą przygotował.
 – Dziadku… – jęknęłam, kiedy poczułam, że na samą myśl o ukłuciu robi mi się niedobrze.
 Spojrzał na mnie, przerywając na moment próbę znalezienia najodpowiedniejszej żyły.
 – Co się dzieje? – zapytał, kładąc dłoń na moim policzku. – Strasznie pobladłaś… Czym się denerwujesz? – dodał łagodnie.
 – Zawsze byłam mało przytomna – wyjaśniłam cicho, nie mogąc oderwać wzroku od strzykawki. Dlaczego, do diabła, Alice musiała zabrać mi Jacoba akurat teraz?
 – Nessie… – Carlisle przygarnął mnie do siebie, chcąc mnie trochę uspokoić. – Postaram się zrobić to jak najdelikatniej, żeby nic nie zabolało – obiecał mi, całując mnie krótko w czoło. – Ja wiem, że to nie jest przyjemne, ale przecież gdyby nie było konieczne, nie nalegałbym – przypomniał, kołysząc -mnie miarowo.
 Wtuliłam się w niego, chcąc poczuć się pewniej i cały czas myśląc o tym, że dziadek nigdy by mnie nie skrzywdził. Poza tym kiedy pomyślałam o bólu przemiany, którego doświadczyłam dwukrotnie, doszłam do wniosku, że ukłucie jest niczym w porównaniu z cierpieniem, którego w tamtym momencie doznawałam. Żałowałam co prawda, że nie mogę poprosić wujka, żeby trochę mnie znieczulił, ale ufałam doktorowi, dlatego niepewnie pokiwałam głową i pozwoliłam, żeby mnie od siebie odsunął.
 – Dobrze, skarbie – pochwalił mnie dziadek, kiedy niepewnie wyciągnęłam rękę. Ponownie ujął mój nadgarstek, ale tak delikatnie, że prawie tego nie poczułam. – Zamknij oczy, Nessie. To potrwa tylko chwilę – doradził mi.
 Zacisnęłam powieki i dla pewności odwróciłam głowę, starając się zająć czymś myśli. Nie byłam w stanie rozproszyć się całkowicie, ale udało mi się wyłączyć przynajmniej na moment, tak, że ukłucie mnie zaskoczyło i nie zdążyłam na nie zareagować. Zamrugałam z niedowierzaniem, kiedy zaledwie po chwili Carlisle przycisnął kawałek gazy do mojej skóry i kazał mi zgiąć rękę; czułam jedynie lekkie pieczenie w miejscu, w którym się wkuł.
 – No i po co było tak panikować? – zapytał mnie z uśmiechem, machinalnie odgarniając mi włosy z twarzy. – Już po wszystkim. Więcej nie będę cię męczyć – obiecał mi. Jego wzrok na moment spoczął na mojej szyi. – Spróbuj zasnąć, dobrze kochanie? Jesteś zmęczona, a skoro oczekujesz, że jutro cię gdziekolwiek wypuszczę…
 Pokiwałam głową na znak, że rozumiem i wciąż lekko oszołomiona, ułożyłam się na łóżku, okrywając się szczelnie kołdrą. Carlisle spojrzał na mnie z aprobatą i raz jeszcze się do mnie uśmiechnąwszy, wyszedł zostawiając mnie samą. Wcześniej nie chciałam zasnąć, woląc czekać na Jacoba, ale kiedy się położyłam, faktycznie musiałam przyznać, że jestem senna, dlatego zamknęłam oczy i pozwoliłam, żeby zmroczył mnie sen.

 Wokół panował gwar. Jak zwykle podczas przerwy stołówka była wypełniona uczniami, prawie jednak tego nie zauważałam. Ja usiłowałam dostrzec jedną, konkretną osobę, ale jak na złość Jacob uparcie się nie pojawiał.
 Nie widziałam go od rana, więc byłam coraz bardziej zniecierpliwiona. Do szkoły pojechaliśmy osobno, bo rano Carlisle zatrzymał mnie na moment, żeby upewnić się, czy nadal upieram się iść do szkoły i powiedzieć mi, że z moją krwią już wszystko jest w porządku. Ulżyło mi, bo miałam już przynajmniej pewność, że nie czekają mnie już żadne niespodzianki – przynajmniej jeśli chodziło o skutki ugryzienie.
 Alice trajkotała właśnie o tym, że powinniśmy zorganizować kolejne zakupy (Rosalie pocałowała jej z entuzjazmem, podczas gdy moja mama i męska cześć rodziny stanowczo protestowali), kiedy w końcu doszedł do mnie znajomy zapach zmiennokształtnego. Jacoba byłam w stanie rozpoznać w każdy sytuacji, nawet w zatłoczonej ludźmi stołówce, dlatego natychmiast poderwałam głowę i spróbowałam go dostrzec. Na moim ustach pojawił się promienny uśmiech, który ukochany natychmiast odwzajemnił, zaraz jednak zmarkotniałam – bo towarzyszyła mu Elizabeth.
 Na początku pomyślałam, że to przypadek – mieli razem lekcje albo wpadli na siebie w korytarzu – ale kiedy razem ruszyli w stronę naszego stolika, omal nie zaczęłam wyć z rozpaczy. Przyprowadził ją! Tutaj, do naszego stolika! Co takiego strzeliło mu do głowy?!
 – Cześć, Nessie – powiedział pogodnie, opadając na krzesło po mojej lewej stronie. Elizabeth nawet się nie zawahała i usiadła u jego boku. Żadne z nich zdawało się nie zauważać tego, że moi bliscy momentalnie zamilkli, a ja patrzę się na Elizabeth tak, jakbym spodziewała się, że ta za chwilę na mnie skoczy. – Wiesz co? Beth jest całkiem sympatyczna, jeśli nie zaczyna się wyzłośliwiać – oznajmił, a ja omal nie spadłam z krzesła, porażona jego słowami.
 Spróbowałam wziąć się w garść, starając się uczepić rozmowy, którą przeprowadziliśmy dzień wcześniej. Obiecywał mi, że nie mam powodów, żeby się czegokolwiek obawiać, dlatego przylepiłam do twarzy wymuszony uśmiech i odpowiedziałam:
 – To świetnie.
 To było bardzo w stylu Jacoba uznać moje słowa jako rozwiązanie problemu, bo zaraz zajął się swoim jedzeniem i próbach wciągnięcia mnie do rozmowy ze swoją nową… znajomą. Odpowiadałam monosylabami, chcąc dać mu do zrozumienia, że coś jest nie tak – jakby milczenie i spojrzenia moich bliskich były zbyt wymowne, a Rosalie wcale nie udawała odruchu wymiotnego! – ale nie chciał albo nie zauważał moich starań.
 Nie panikuj i po prostu mu zaufaj, nakazałam sobie, usiłując z marnym skutkiem przekonać samą siebie, że Elizabeth wcale nie rzuca mi gniewnych, wyzywających spojrzeń ponad ramieniem Jacoba. Usiłowałam jakoś je ignorować. Chociaż z drugiej strony… Przypomnieć, że to ja jestem wpojeniem Jacoba, wcale nie było takim złym pomysłem.
 – Jake – zagadnęłam, momentalnie zwracając na siebie jego uwagę. Szybka reakcja i znajome spojrzenie nieco mnie uspokoiły. – Wyjdziemy gdzieś dzisiaj razem? Może na tę polankę ze wzgórzem, a przy okazji pokażesz mi przebieg granicy? – zaproponowałam i nie musiałam nawet udawać, że ten pomysł napawa mnie entuzjazmem.
 Ale Jacob zrobił speszoną minę, która natychmiast zepsuła mi humor. Spojrzał na mnie przepraszająco, obejrzał się na chwile w stronę Elizabeth, po czym ponownie przeniósł wzrok na mnie.
 – Nie wiedziałem, że będziesz chciała dzisiaj wyjść – powiedział pospiesznie – więc zgodziłem się, kiedy Beth zaproponowała żebym poznał resztę watahy. Wybacz, kochanie. Zabrałbym cię ze sobą, ale… – Wzruszył bezradnie ramionami. Pakt pozostawał paktem.
 – Och, jasne – mruknęłam, dziwiąc się, że mój głos nie zdradza targających mną emocji. Byłam zła i bliska rozpaczy jednocześnie. – Baw się dobrze – dodałam, chociaż te słowa zdawały się palić moje gardło, kiedy je wypowiadałam.
 – Dzięki. – Nachylił się i ucałował mnie w czoło. W czoło, nie w usta albo przynajmniej policzek. Tak się całowało siostrę.
 W jednej chwili zapragnęłam stąd wyjść. Poczułam się osaczona, poza tym nie mogłam dłużej patrzeć na Jacoba i Elizabeth. Nie dlatego, że mu nie ufałam, ale po prostu chcąc się uspokoić. Poza tym gdybym znalazła sobie jakieś czasochłonne zajęcie na kilka godzin, Jake szybko wróciłby do mnie i w końcu moglibyśmy pobyć razem.
 – Zaraz coś mnie trafi – usłyszałam mruknięcie Rosalie, a chwile później ciotka wstała i oddaliła się szybkim krokiem. Emmett jedynie wzruszył ramionami i poszedł za nią.
 – Hm, no tak. Bella, a pamiętasz tę sukienkę o której ci mówiłam? – zagadnęła moją mamę Alice i w zwinny sposób zmusiła swoją bratową i partnera do tego, żeby wyszli wraz z nią.
 Jacob ze zdziwieniem odprowadził ich wzrokiem, ale zbytnio się nie przejął – przecież nigdy nie przepadał za moją rodziną. Sama też postanowiłam się ewakuować, rzuciłam więc coś na temat tego, że straciłam apetyt. Kiedy wstawałam, Jake spojrzał na mnie z lekkim niepokojem, ale zbyłam go wyjaśnieniem, że to „babskie sprawy", więc już mnie nie zatrzymywał. Edward wydawał się na to czekać, bo zaraz ruszył za mną i ująwszy mnie pod ramię wyprowadził mnie na korytarz.
 – Chodź. Musimy chwilkę porozmawiać – powiedział cicho, po czym zaprowadził mnie do jakiejś pustej klasy i starannie zamknął za nami drzwi. – W porządku? – zapytał, a ja zrozumiałam, że nie pyta mnie o samopoczucie, ale o sytuację ze stołówki. Pokręciłam głową, bo jego nie dało się okłamać. – Nie lubię Jacoba, ale nie zbytnio zależy mi na tobie, żeby patrzeć jak się męczysz. Jemu naprawdę na tobie zależy. Po prostu sądził, że lepiej przy mnie się trochę hamować – wyjaśnił, a na spojrzałam na niego zdziwiona.
 – Hamować? – powtórzyłam, ale przynajmniej nieco mi ulżyło. Więc stąd ten braterski pocałunek… Uspokoiłam się, ale nie do końca. – No dobrze, ale ta Elizabeth? To chyba nie przez wzgląd na ciebie, a jeśli tak, to jestem najwyraźniej za głupia żeby to zrozumieć – pożaliłam się z goryczą.
 Podszedł do mnie i zaraz mocno mnie przytulił. Wtuliłam się w niego, chociaż zdecydowanie bardziej chciałam teraz znaleźć się w ramionach kogoś zupełnie innego.
 – Posłuchaj, córciu – szepnął mi do ucha – problem nie leży w uczuciach Jacoba, ale w Elizabeth. Słucham jej myśli od początku i wiem, że nie może zaakceptować tego, co łączy cię z Jacobem. Poza tym nie da się ukryć, że… – Westchnął i jakby się rozmyślił. – Po prostu nie bądź na Jake'a zbyt surowa.
 – Tato! – zaprotestowałam i odsunęłam się, żeby na niego spojrzeć. – Ona co? No powiedz mi! – niemalże wykrzyknęłam.
 – Dobrze, ale cii… – upomniał mnie, wzmacniając uścisk. – Tylko się nie denerwuj. Elizabeth po prostu… Po prostu jest zainteresowana Jacobem – wyjaśnił, ale obojętnie jak łagodny przybrałby ton, ja i tak nie mogłabym zachować spokoju.
 Aż zachłystnęłam się powietrzem i zesztywniałam. Jacob? Podobał jej się mój Jacob? Poczułam strach i narastający niepokój, chociaż pewnie powinnam ukochanemu zaufać i ewentualnie go ostrzec. To była po prostu jakaś dziewczyna…
 – Masz rację. Porozmawiaj z nim – poparł mnie tata, uśmiechając się czule. – Uznałem po prostu, że powinnaś wiedzieć. Załatwię to od razu, bo nie chciałbym, żebyś męczyła się z powodu niedomówień. – Raz jeszcze mnie uściskał. – Nessie, o ile się orientuję, Jacob nic do niej nie czuje. Dla niego liczysz się wyłącznie ty.
 – Dzięki – rzuciłam i ucałowałam go w policzek, po czym pospiesznie wypadłam z klasy, kierując się w stronę stołówki.
 Miałam nadzieję, że uda mi się jeszcze zastać Jacoba i od razu powiedzieć mu, żeby uważał; jeśli mnie kochał, musiał zrozumieć moje obawy. Być może zaczynałam być przewrażliwiona, ale nic nie mogłam na to poradzić, zwłaszcza po tym, co powiedział mi tata.
 Kiedy weszłam na stołówkę, machinalnie skierowałam się w stronę naszego stolika. Wciąż było tłoczno i musiałam wynikać rozgadanych uczniów, kiedy nagle ci sami zaczęli mi ustępować miejsca. To mnie zaskoczyło, tym bardziej, że zorientowałam się, że przy naszym stoliku ustawiła się całkiem pokaźna grupka gapiów, a uczniowie szpecą miedzy sobą, raz po raz pokazując mnie sobie nawzajem. W powietrzu było czuć jakieś napięcie i podenerwowanie, a kiedy bez ostrzeżenia ktoś gwizdną, byłam już całkiem poirytowana i bliska wybuchu. O co im chodziło?
 A potem tłum w końcu się rozstąpił, dając mi swobodne dojście do stolika i pojawiło się zrozumienie. Torba, którą miałam na ramieniu, zsunęła mi się i z hukiem wylądowała na ziemi.
 W tym samym momencie Elizabeth oderwała się od całującego ją Jacoba i spojrzała wprost na mnie. Jej oczy błyszczały.