Powstał gdzieś na etapie wydania Kronik, ale finalnie nigdy nie miałam okazji go wykorzystać. Dziękuję jeszcze raz, Oczyś! <3
Strony
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Light in the Darkness”. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą „Light in the Darkness”. Pokaż wszystkie posty
8/15/2026
8/14/2018
„Co dla ciebie oznacza upadek?”
Ojcze
nasz, któryś jest w niebie…
Upadła na
kolana. Jasne włosy przysłoniły twarz, gdy zgięła się wpół, instynktownie
przyciskając obie dłonie do brzucha. Już od dłuższego czasu ciążył jej
niesamowicie, jakby na każdym kroku podkreślał, że to ten moment. „Jeszcze
chwila. To już prawie, mamo” – wydawała się komunikować coraz bardziej
ruchliwa, skryta gdzieś pod warstwą skóry istota. I chociaż na samą myśl
o rozwiązaniu ogarniało ją czyste przerażenie, zwłaszcza gdy przypominała
sobie, czyje dziecko miała wydać na świat, na swój sposób była szczęśliwa.
Gaja
uśmiechnęła się przez łzy. Z wolna uniosła głowę, spoglądając wprost na
znajdujący się tuż na wyciągnięcie ręki ołtarz. Czuła napierający ze wszystkich
stron chłód, ten jednak nie miał dla niej najmniejszego znaczenia. Chociaż
drżała, wątpiła by ten stan miał jakikolwiek związek z przepuszczającymi
chłodne powietrze, drewnianymi ścianami rozpadającej się kapliczki. Gdzieś
w oddali słyszała szum poruszanych wiatrem liści. Lasy w tym miejscu
ciągnęły się kilometrami, starannie otaczając wzniesienie z jedną, pozornie
zapomnianą przez Boga budowlą. Przez krótką chwilę Gaję ogarnęła gorycz, gdy
pomyślała o tym w ten sposób – o traktowaniu miejsca, które
pierwotnie miało posłużyć niemalże jako przedsionek, pośredniczący ludziom
w komunikacji z najwyższym – ale prawie natychmiast odrzuciła od
siebie tę myśl.
Symbolika
nie miała znaczenia. To czyny i wiara dodawały siły, nadając sens chwilom,
które na pierwszy rzut oka wydawały się go pozbawione.
– Mój
Boże, co mam zrobić? – zapytała cicho, spoglądając wprost na górujący nad
ołtarzem, drewniany krzyż. – Jak bardzo cię zawiodłam?
Prędzej
czy później musiała zadać to pytanie, choć już dawno przestała oczekiwać
odpowiedzi. Wątpliwości powracały raz za razem, zwłaszcza wtedy, gdy
uprzytomniała sobie, jak naiwna była jej wiara w to, że znalazła
rozwiązanie. Dała omamić się jak dziecko, przyjmując za prawdę czułe
słówka i zapewnienia istoty, która przez wieki z równą wprawą
zwodziła dziesiątki różnych istnień. „Pokusa” mogłaby być jego drugim imieniem,
a jednak Gaja przez krótką chwilę naprawdę pokładała nadzieję we własne
umiejętności i to, że odrobina dobroci wystarczy, by nawrócić kogoś, kto
upadł aż tak nisko.
Łagodny
ruch przywołał kobietę do porządku. Z czułością pogładziła brzuch,
nieznacznie potrząsając przy tym głową.
Skoro tak,
co z dzieckiem? Jeśli to, że dała się uwieść samemu Lucyferowi, było aż
tak złe, jakim cudem z tego związku mógł powstać jakikolwiek owoc miłości?
Jeśli również upadła, dlaczego była w stanie kochać…?
– Ojcze
nasz, któryś jest w niebie… – zaczęła łagodnie, tym razem na głos.
Nie
patrzyła na ołtarz, bo to i tak nie miało znaczenia. Usiadła na ziemi,
układając dłonie na udach i z szacunkiem pochylając głowę. Przez krótką
chwilę poczuła się lepiej, kiedy przyjemna fala ciepła rozeszła się po całym
jej ciele. Bądź dzielna, pomyślała
i – mogłaby przysiąc – te słowa wcale nie należały do niej.
Skóra na
plecach zaczęła mrowić. Tylko delikatnie, ale wystarczająco intensywnie, by
Gaja to poczuła i zorientowała się, że dziwne uczucie wydawało się
kumulować dokładnie w miejscu, w którym nie tak dawno temu wyrastały
skrzydła – białe i potężne, tak niesamowicie piękne…
Te same,
które dobrowolnie oddała, podążając za wiarą we własne zdolności i to, że
mogłaby cokolwiek zmienić.
– Święć
się imię twoje…
Cichy, pozbawiony
wesołości śmiech wyrwał ją z zamyślenia. Zadrżała, choć nie ze strachu,
bynajmniej niezaniepokojona, że intruz mógłby ją skrzywdzić. To, że podążył za
nią aż do tego miejsca, również nie wydało jej się dziwne. Mogła przewidzieć,
że do tego dojdzie, a tym bardziej to, że był w stanie ją odnaleźć.
Nawet nie
drgnęła, nie zamierzając zaszczycić go choćby spojrzeniem. Szeptem wciąż
starannie wypowiadała kolejne słowa modlitwy, dla lepszego efektu przechodząc
na łacinę.
– Wciąż
wzywasz jego imię? Och, Gaju… – Głos upadłego zabrzmiał niemalże łagodnie, choć
pobrzmiewało w nim przede wszystkim rozczarowanie. – Zupełnie jakby miał
cię wysłuchać. Albo jakby faktycznie tutaj był.
Nie
odpowiedziała. Wciąż z uporem i w stałym rytmie szeptała kolejne
słowa.
Usłyszała
przeciągłe westchnienie. Zaraz po tym wyraźnie wyczuła ruch za plecami, kiedy
Lucyfer przemieścił się, nagle stając tuż za nią.
– Szukałaś
schronienia? Jeśli tak, chyba aż tak bardzo mu na tobie nie zależy, skoro
wszedłem tu bez najmniejszego problemu, moja złota – usłyszała tuż przy uchu.
Ciepłe palce musnęły policzek Gai, gdy w pełni ludzkim gestem odgarnął jej
włosy z twarzy. W końcu na niego spojrzała, gdy ujął ją pod brodę,
w gruncie rzeczy nie pozostawiając kobiecie innego wyboru. – Diabeł
w kościele. Ludzie by poszaleli.
– Kto
powiedział, że szukałam schronienia? – zapytała ze stoickim spokojem. – Zresztą
dlaczego miałby zabronić ci wejścia tutaj? Jest otwarty na każde ze swoich upadłych
dzieci.
Tym razem
Lucyfer roześmiał jej się w twarz. Nawet w takich chwilach wydawał
się promienieć, przez co Gaja poczuła się tak, jakby spoglądała w słońce.
A jednak wpatrzone w nią, przypominające czarne dziury oczy, wydawały
się puste.
– W to
wierzysz? Po tym wszystkim, nawet teraz, gdy…? – Urwał, odsuwając się i wymownie
patrząc na jej zaokrąglony brzuch. – Wciąż jesteś taka głupia.
– W ciebie
też uwierzyłam – zauważyła cicho.
Uśmiechnął
się z wyższością, wyraźnie rozbawiony.
– I popatrz
jak skończyłaś.
Przez
moment poczuła się tak, jakby ją uderzył. Zmusiła się do zachowania spokoju,
nie zamierzając dać niczego po sobie poznać. Mimo wszystko czuła, że demon
dobrze wiedział, że udało mu się sprawić jej ból. Co jak co, ale cudze
cierpienie zawsze wyczuwał bezbłędnie.
Bądź wola twoja…
– Co dla
ciebie oznacza upadek? – zapytał nagle, tym samym ją zaskakując. Nie takiego
pytania się po nim spodziewała. – Ta cała miłość… Zrobisz coś, co mu się nie
spodoba i po wszystkim. Wystarczył jeden błąd, byś została całkiem sama. –
Lucyfer zamilkł, już tylko z uporem ją obserwując. – Jak po tym wszystkim
możesz tu przychodzić i wciąż się do niego zwracać?
Nie
odpowiedziała. Wiedziała, że to nie miałoby sensu, zwłaszcza że już nie miała
wątpliwości, iż nie byłby w stanie jej zrozumieć.
To nic, że
gdzieś w głębi sama zaczynała się wahać.
– A to
dziecko? – zaczął raz jeszcze, gdy nabrał pewności, że nie doczeka się
odpowiedzi. – Czymże ono jest, jeśli nie twoim upadkiem, Gaju?
Tym razem
nawet nie zastanawiała się nad tym, co powiedzieć.
– Nadzieją
– stwierdziła po prostu. – Moją i twoją. Światłem, które kiedyś
zatraciłeś.
Nie była
zaskoczona, kiedy w odpowiedz po prostu się roześmiał.
W
następnej sekundzie Lucyfer zniknął, zostawiając klęczącą kobietę samą.

Powyższy dodatek powstał przy okazji gry „Pisz…”, zorganizowanej przez Handlarza Iluzji. Po więcej informacji zapraszam tutaj: KLIK.To już chyba będzie jakaś tradycją, że dodatkowe sceny do „Light in the Darkness” będą wychodzić dzięki tej… hm, grze. Tak czy inaczej, chyba trochę zepsułam, bo scena miała być krótka, a niekoniecznie mi to wyszło. Z drugiej strony, nie dobiłam nawet do tysiąca słów, co przy moich standardowych trzech tysiącach jednak zalicza się pod krótszą formę. :D
4/07/2018
Light in the Darkness: „Królowa Balu”
„God save the prom queen
Only eighteen
Turned her tears to diamonds in her crown”
Molly Kate Kestner; „Prom Queen”
Only eighteen
Turned her tears to diamonds in her crown”
Molly Kate Kestner; „Prom Queen”
Ariana pędziła przed siebie.
Jasne włosy raz po raz opadały jej na twarz, klejąc się do wilgotnych
policzków. Łzy wciąż płynęły, chociaż w tamtej chwili nie miała czasu na
płacz czy jakiekolwiek oznaki żałoby. Płakała, ale prawie nie była tego
świadoma, ignorując to w równym stopniu, co i fakt, że w którymś
momencie jej dusza rozpadła się na kawałeczki. Jakie to zresztą miało znaczenie?
Teraz była pusta, napędzona wyłącznie gniewem i pragnieniem zemsty, które
skutecznie przysłoniły wszystkie inne uczucia.
Dookoła
panował chaos, ale i to nie miało dla niej żadnego znaczenia. Szła przed
siebie, podczas gdy niemalże z każdej strony śmierć zbierała coraz to
pokaźniejsze żniwo. Metaliczny posmak krwi na języku, przemieszczające się błyskawicznie
postacie i niepokojące, otaczające ją cienie – wszystko to działo się
jakby poza świadomością Ariany. Szła przez pole walki, z uporem podążając
przed siebie i jedynie od czasu do czasu z obojętnością spoglądając na
ciała tych, którzy polegli. Przeskakiwała nad zmarłymi, ślizgała się na wilgotnej
trawie i czuła, że tren sięgającej ziemi sukni, którą miała na sobie, stopniowo
nasiąka krwią.
Jakież to
ironiczne, pomyślała, pragnąc roześmiać się histerycznie. Możliwe, że przed
koniec dnia miała do tego wszystkiego postradać zmysły, ale jakie to miało
znaczenie? Czerwone wino… Czerwone wino miesza się z krwią.
Gniewnym
ruchem uniosła tren sukni, przez krótką chwilę mając ochotę rozerwać delikatny
materiał, by przestał plątać jej się pod nogami. Pamiętała euforię, którą odczuwała
zaledwie kilka godzin temu, myśląc o swoim jakże nietypowym wyborze. Lubił
ją w czerwieni. Ona z kolei nigdy nie widziała siebie w bieli – i to
nawet w ten dzień. Nie chciała trzymać się tradycji; udawać niewinnej i delikatnej,
zwłaszcza że nigdy taka nie była. Skoro od wieków raz po raz łamali wszelakie
zasady, którymi rządził się ten zapomniany przez Boga świat, również w dniu
ślubu nie zamierzała udawać kogoś, kim nigdy nie była.
Suknia w kolorze
czerwonego wina…
Suknia,
której tren powoli nasiąkał świeżą krwią.
Wyczuła
ruch po swojej lewej stronie. Wystarczył jeden ruch, by ziemia pod jej stopami
zadrżała, jak zwykle posłuszna woli Ariany. Zaraz po tym na powierzchnię dosłownie
wystrzelił potężny, gruby konar, przeszywając jej niedoszłego przeciwnika. Oczy
demona rozszerzyły się, a z ust spłynęła stróżka krwi.
Ariana
przystanęła zaledwie na chwilę, by móc w milczeniu podziwiać to, czego
dokonała. Spuścizna po matce kolejny raz uratowała jej życie, ale wcale nie
czuła z tego powodu ulgi.
– Uzjelu. –
Skinęła głową, aż nazbyt świadoma, że przeszyty konarem mężczyzna wciąż trzymał
się życia na tyle kurczowo, by móc ją usłyszeć. – Nie w takich
okolicznościach chciałabym cię znowu spotkać.
Nie
otrzymała odpowiedzi, ale nie oczekiwała jej. Wystarczyło, że go rozpoznała,
czując wręcz dziką satysfakcję z tego, że to ona mogła ukrócić egzystencję
jednego z najwierniejszych ojca. To nic nie zmieniało, oczywiście, ale… myśl
o rozzłoszczeniu samego Lucyfera wydała się Arianie kusząca.
Raczej
będzie z ciebie dumny, doszedł ją cichy, wręcz łagodny szept Uzjela. Mentalny
głos Upadłego wypełniał jej umysł, wydając się owijać wokół niej i kusić
bardziej, niż gdyby mężczyzna zdołał odezwać się w normalny sposób. Bezwzględna
i silna… Dlaczego nie wrócisz tam, gdzie twoje miejsce, księżniczko?
Głos
ucichł, ale wciąż czuła gasnącą obecność Uzjela. Chociaż jego ciało
znieruchomiało, a ciemne oczy straciły cały blask, teraz obojętnie
wpatrując się w przestrzeń, Ariana wciąż czuła wyraźną obecność demona. Nadal
istniał, prędzej czy później mając powrócić; każde z nich trwało w tym
od wieków, od sławetnej już walki o Królestwo Niebieskie, której ona nie
miała prawo pamiętać, chociaż słyszała dość, by wiedzieć, że już wtedy przelano
zbyt wiele krwi niewinnych. Ta wojna trwała od zawsze, być może od chwili
powstania świata, a może jeszcze dłużej.
Anioły i Upadli
raz po raz odradzali się tylko po to, by znów ginąć ze swoich rąk. Trwali w błędnym
kole, dążąc do pokoju albo wzajemnego zniszczenia, chociaż jedni nigdy nie mieli
być w stanie wytępić drugich.
Ten stary
jak świat konflikt niezmiennie wzbudzał w niej obrzydzenie.
Ariana z wolna
wyprostowała się, po czym spojrzała wprost w martwe oczy Uzjela, w końcu
decydując się odpowiedzieć na jego pytanie.
– Ponieważ,
mój stary przyjacielu – oznajmiła z powagą, starannie dobierając słowa – u boku
mego ojca zawsze będę księżniczką. W oczach Samaela od dawna jestem królową.
Nie poczuła
niczego, kiedy wypowiedziała jego imię. Nie chciała, stanowczo dusząc w sobie
ból i pragnienie, by paść na kolana, zanosząc się szlochem. Nie pozwoliła
sobie na to, kiedy na jej oczach śmierć pochłonęła jedyną osobę, która miała
dla niej znaczenie, więc tym bardziej nie zamierzała teraz, aż nazbyt świadoma,
że gdzieś w pobliżu znajdował się sam Lucyfer. Chyba nie istniałoby
większe upokorzenie od okazania słabości przed ojcem – kimś, kto raz po raz
odbierał jej wszystko, co miała, chcąc udowodnić, że tylko u jego boku
mogła cokolwiek osiągnąć. Gdyby uległa, musiałaby przyznać, że ludzie uczucia w istocie
nie miały racji bytu, a ona była naiwna, od wieków wierząc w miłość
kogoś, kogo nawet nie potrafiła utrzymać przy sobie.
Spuściła
głowę, pozwalając, by włosy przysłoniły jej twarz.
Nie tym
razem…, pomyślała, a na jej ustach pojawił się cień uśmiechu. Ale to nic, prawda,
Samaelu? Przecież i tak znowu mnie odnajdziesz…
Była tego pewna.
Tym razem
znów nie wyszło, ale… przecież nigdy nie ma tego złego. Uczyli się na błędach, a przynajmniej
chciała w to uwierzyć.
To nic.
Dla Samaeala
była królową – kimś więcej niż tylko marionetką ojca, choć początkowo bez
wątpienia pełniła właśnie tę rolę. Zanim się pojawił, niemalże z uśmiechem
podporządkowywała się komuś, kto chciał ją wykorzystać. Wierzyła w wizję
świata zdominowanego przez samą Ciemność, bo nigdy nie pozwoliła sobie na to,
by sprawdzić, czy istniało coś więcej. Przy Samaelu to się zmieniło, chociaż
związek z aniołem zapoczątkował coś, co od pierwszej chwili zaczęło
przytłaczać ich oboje.
Teraz stała
tutaj, otoczona walczącymi, krwią i śmiercią, kolejny raz cierpiąc z powodu
straty kogoś, komu oddała duszę – w końcu powiedziała „tak” tylko po to,
by chwilę później po raz kolejny stracić wszystko. Mogłaby rozpaczać, powoli poddając
się beznadziei, ale…
Dobra
królowa tak nie robi, prawda?
Dobra
królowa była cierpliwa.
Co ważniejsze,
dobra królowa wiedziała, kiedy należy zejść ze sceny.
– Cóż…
Następnym razem – mruknęła i prawie udało jej się uśmiechnąć. To była
tylko jedna z wielu rund, którą przegrała, a która w żaden
sposób nie wpływała na rezultat wciąż trwającej wojny.
Z chwilą, w której
to sobie uświadomiła, ostrożnie uniosła dłonie, w myślach raz jeszcze prosząc
podległą jej ziemię o przysługę.
Tym razem
śmiercionośny konar przeznaczony był dla niej.
Powyższy dodatek powstał przy okazji gry „Pisz…”, zorganizowanej przez Handlarza Iluzji. Po więcej informacji zapraszam tutaj: KLIK.
7/01/2017
#1 „People, who read say”
Na Katalogu Opowiadań o Wampirach
właśnie zakończyła się kolejna edycja akcji „People, who read say”. Pierwszy
raz wzięłam w nie udział i jestem pozytywnie zaskoczona opiniami,
które pojawiły się przy „Light in the Darkness” oraz „Lost in the Time”. Chciałabym
bardzo podziękować wszystkim, którzy poświęcili czas, by skrobnąć tych kilka
linijek. To dla mnie wiele znaczy!
Poniżej
pozwoliłam sobie przytoczyć pozostawione przez Was recenzje. Raz jeszcze
dziękuję!
Light in the Darkness
„Kocham! <3 Tak po prostu
kocham tę historię czystą, literacką miłością. ^^ Autorka pisze lekko i bardzo
obrazowo, przy tym nie omijając uczuć i emocji, które towarzyszą postaciom
na każdym kroku. Każdy z bohaterów ma swój charakter, a przede
wszystkim ma duszę, a nie jest tylko literkami składającymi się na imię.
Uwielbiam, gdy historia owiana jest tajemnicą, a sam autor zmusza do
myślenia nad fabułą, pojedynczymi wątkami, decyzjami bohaterów, a tu to
wszystko jest! W tym świecie znajduję istoty z piekła rodem, ale i te
z samej góry, a co ja poradzę, że jestem zachwycona nimi? :) Z każdym
kolejnym rozdziałem chcę jeszcze więcej i więcej, bo historia jest świetna
i jak najbardziej godna polecenia. Ach! I oczywiście Carlos, w którym
jestem zakochana bez pamięci jak nastolatka! <3”
Lost in the Time
„Co prawda nie przeczytałam
całości, ale z fragmentów, które znam, mogę powiedzieć z czystym
sumieniem, że historia mnie urzekła. Początkowo przerażało mnie, że to ff, ale
jak się okazało – niepotrzebnie. Wampiry, demony, anioły – zdecydowanie coś dla
mnie. ^^ Jest cudownie i z pewnością przeczytam całość!”
„Uważam, że blog jest
fantastyczny. Autorka ma niewątpliwy talent pisarski i gratuluje jej
wytrwałości, bo liczba rozdziałów jest naprawdę imponująca :), mam nadzieję,
że będzie ich jeszcze wiele <3”
10/16/2016
„Light in the Darkness”
Data publikacji: 18.07.2016 – teraz
Status: trwające
Całe dotychczasowe życie Alyssy w jednej chwili ulega zmianie. Kiedy idealnie zapowiadająca się randka zamienia się w piekło, a młoda studentka dziennikarstwa spotyka na swojej drodze tajemniczego Carlosa, który – co prawda – ratuje ją z rąk wampirów, ale w efekcie czyni jednym z nich, już nic nigdy nie będzie takie samo. Co więcej, Alyssa szybko przekonuje się, że wcale nie stała się krwiożerczą istotą, ale… czymś pomiędzy, zawieszona na pograniczu świata żywych i umarłych. Pozostawiona sama sobie, dręczona dziwnymi snami, które nawiedzały ją jeszcze przed przemianą, a w których zawsze zapada się pustkę, zapatrzona w parę lśniących, błękitnych oczu, próbuje poradzić sobie w świecie i z mocami, które są jej obce.
Nie zdaje sobie sprawy z tego, że właśnie rozpoczęło się polowanie…
I że to ona jest jego celem.
9/01/2016
7/03/2016
„Light in the Darkness”: Soundtrack
Linkin Park – „Crawling”
Elysion – „Killing my dreams”
Liv Kristine – „Love Decay” (ft. Michelle Darkness)
Within Temptation – „Dog Days”
Leave's Eyes – „Fading Earth”
Digital Daggers – „Heaven or Hell”
Threering – „Can Anybody Hear Me” (ft. Melody Schoenfeld)
Aquilo – „Silhouette”
Like a Storm – „Love The Way You Hate Me”
Leaves' Eyes – „My Destiny”
Evanescence – „Haunted”
Walk in Darkness – „Time To Rise”
Elysion – „Killing my dreams”
Liv Kristine – „Love Decay” (ft. Michelle Darkness)
Within Temptation – „Dog Days”
Leave's Eyes – „Fading Earth”
Digital Daggers – „Heaven or Hell”
Threering – „Can Anybody Hear Me” (ft. Melody Schoenfeld)
Aquilo – „Silhouette”
Like a Storm – „Love The Way You Hate Me”
Leaves' Eyes – „My Destiny”
Evanescence – „Haunted”
Walk in Darkness – „Time To Rise”
Subskrybuj:
Posty (Atom)




